Walc z żaglicą

Nie nazwałbym siebie zapalonym wędkarzem, ale pochodzę z długiej linii wędkarzy. W mojej rodzinie wędkarstwo jest rytuałem przejścia. Moje dziedzictwo zaczęło się nad jeziorem Erie. Jako młodzieniec brałem tam sandacza i kontynuowałem wędkowanie w Florida Keys, gdzie dorastałem, eksplorując dziewicze wody i trawiaste równiny z moim tatą, przewodnikiem wędkarskim.

Pomimo dzielących nas różnic, zawsze dobrze się bawiliśmy razem łowiąc ryby. Ale bycie córką kapitana wiąże się też z pewną presją. Nigdy nie chcę zawieść taty przez brak zestawu haczyków, zerwanie żyłki lub stworzenie ptasiego gniazda. Przypuszczam, że część z nich jest po prostu w moim DNA. W 2002 roku pojechałem z rodzicami do Quepos w Kostaryce, aby łowić żaglicę pacyficzną. Byłam w trakcie rozwodu, a ta podróż miała być odświeżającą przerwą. Okazało się to nowym wyzwaniem. Pierwszego dnia złowiłem dwie żaglice — sporych rozmiarów — ale w połowie holowania każdej z nich musiałem usiąść na krześle bojowym, żeby dokończyć połów.

Jednak kapitan i załoga smucili mnie za korzystanie z krzesła. „Och, daj spokój”, dokuczali, „prawdziwi wędkarze nie potrzebują krzesła bojowego!” Zazwyczaj podciągasz wędkę i opuszczasz ją podczas zwijania luzu – coś, co ćwiczyłem przez całe życie. Ale nigdy wcześniej nie łowiłem niczego tak dużego jak ja, a moje mięśnie najwyraźniej nie nadążały. Piekące i bolące z bólu mięśnie pleców, nie widziałem innej opcji. Czyż nie po to jest w końcu krzesło do walki?

Jednak tego wieczoru podczas kolacji dobry przyjaciel mojego taty (również kapitan wędkarski) udzielił mi rady, która okazała się zwycięską radą, która powstrzymała mnie od krzesła: chodź do tyłu zamiast podciągać się na wędce, a potem idź do przodu, podczas gdy zwijając się w luzie, cały czas utrzymując moje ciało w pozycji pionowej. To byłby rodzaj walca.

Więc kiedy mój budzik zadzwonił o 5:30 następnego ranka, wstałem z łóżka, założyłem wędkarską koszulę i spotkałem się z rodzicami i ich przyjaciółmi na gorącą kawę, gallo pinto i smażone banany przed wejściem na 46-metrowy sportfisher to zabrałoby nas 25 mil od brzegu. Intensywne ciepło i wilgoć wypełniały powietrze, ale piękno otoczenia przyćmiło je, i cieszyłem się obserwowaniem, jak góry znikają na horyzoncie, gdy wypływamy w morze. Zdeterminowany i zdeterminowany, byłem gotów wypróbować swoją nową technikę. Muszę przyznać, że walc z rybą czuł się śmiesznie, ale zadziałało. Na stojąco — uzbrojony tylko w pas wędkarski i determinację — tańczyłem z piękną, 120-funtową żaglicą pacyficzną.

Czasami myślałem, że ryba wciągnie mnie do wody. Wymagało to odrobiny równowagi, siły i stłumionych emocji, aby to wciągnąć. Ale kiedy kolega złapał dziób, odczepił rybę i wypuścił ją do walki następnego dnia, poczułem, że oboje dostają drugą szansę. Moje odnowione podekscytowanie wędkowaniem w końcu sprawiło, że znalazłem pracę w rekrutacji nowicjuszy do tego sportu. Teraz pracuję nad tym, aby ludzie pomagali im zrozumieć, że czasami wędkarstwo jest w ogóle związane z łowieniem ryb. Często chodzi o kontakt z rodziną i przyjaciółmi, przebywanie na łonie natury i ładowanie. A czasami może być nawet więcej.

Źródło: magazyn USA TODAY Hunt & Fish


Może ci się spodobać również

Stephanie Vatalaro

Stephanie Vatalaro

Stephanie Vatalaro jest wiceprezesem ds. komunikacji w Fundacji Rekreacyjnych Żeglarstwa i Wędkarstwa i jej kampaniach Take Me Fishing i Vamos A Pescar, w których pracuje nad rekrutacją nowych osób do wędkarstwa rekreacyjnego i żeglarstwa oraz zwiększania świadomości na temat ochrony wód. Stephanie dorastała w Florida Keys jako córka przewodnika wędkarskiego. Poza pracą można ją spotkać na rzece Potomac w północnej części Wirginii, łowiąc ryby i pływając łódką.

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *