Społeczność molo

Nie będę omijał wodorostów: uwielbiam jeść ryby. Szczerze mówiąc, właśnie to przyciągnęło mnie do wędkowania. Po co kupować krowę, skoro mogę dostać rybę za darmo?

Kiedyś mężczyzna powiedział Chelsea, że ​​łowienie ryb to tylko wymówka, by usiąść i wypić piwo z dala od rodziny. Na szczęście dla mnie nie piję piwa i prawie cały czas chcę mieć dzieci w pobliżu. To wszystko sprawia, że ​​wszystko, co robię, sprawia mi przyjemność.

Wędkarstwo nie jest czymś, co moja rodzina zawsze robiła. Jako dziecko znajomi moich rodziców zapraszali nas na wędkowanie i pływanie łódką około trzech razy, które pamiętam. Najlepsze wspomnienia były na rzece Columbia w Waszyngtonie, gdzie łowiliśmy prehistoryczną rybę o nazwie jesiotr. Fajnie było wyjść na małą łódkę i patrzeć, jak moja żyłka dryfuje z prądem.

Ale na tym kończy się moja żyłka wędkarska. Teraz muszę zacząć od nowa i od nowa dopracowywać szczegóły. Po udanym wycieczka na kemping w SierrasDowiedziałem się, że kocham łowienie pstrągów. Dowiedziałem się też, że łowienie ryb to coś, co mogę stosunkowo łatwo podchwycić i przekazać chłopcom… abyśmy mieli pretekst, aby usiąść i napić się mleka czekoladowego.

Mieszkając w San Diego, nie zawsze mam okazję podróżować z chłopcami w góry północnej Kalifornii. To, co mam, to wiele pomostów, które są łatwe do łowienia i dostępne zarówno dla nowicjuszy, jak i profesjonalistów. W Kalifornii można łowić ryby z publicznych przystani przybrzeżnych, o ile przestrzegasz zasad dotyczących wielkości i ilości ryb.

Chelsea i ja spakowaliśmy chłopców i udaliśmy się do Oceanside, aby wypróbować możliwości wędkowania. Szybko dowiedziałem się, że istnieje wyraźny kompromis między moim nowo odkrytym rodzajem łowienia pstrągów a łowieniem pstrągów.

Każda godzina, którą zaoszczędziłem jadąc na molo, w przeciwieństwie do gór, była godziną, którą spędzałem trzymając tyczkę w nadziei, że moja przynęta na kałamarnice zwiedzie rybę. Co więcej, nie miałem pojęcia, jakie ryby złowię.

W przeciwieństwie do samotności gór, gdzie moim jedynym towarzyszem był chłodny wiatr i szept sosen, molo było zatłoczone i tętniło życiem od wszelkiego rodzaju rybaków. Niektórzy mieli proste kijki, a niektórzy fantazyjne. Niektórzy przyszli z jednym, a inni z ośmioma w nadziei na poprawę swoich szans. Dowiedziałem się również, że krzesło jest tutaj narzędziem mędrca. Moim największym wynosem podczas mojego pierwszego łowienia na molo było to: jeśli jesteś całkowicie nieprzygotowany, idź do sklepu na molo. Na środku molo był mały sklepik, w którym sprzedawano przynęty, wiadra, haczyki, ciężarki, a nawet kijki do wypożyczenia. Przywieźliśmy własne, ale skorzystaliśmy z rady marynarza, który zadzwonił do nas: „Idź całą drogę do końca molo. Prawa strona. Makrele gryzą”.

Dał nam również ulotkę identyfikującą ryby ogólnie łowione na molo oraz limity wielkości i ilości dla każdej z nich. W kilku dokach, w których spędziłem czas, odkryłem, że sam koniec wydaje się być tam, gdzie jest, a miejscowi faceci są przepełnieni wiedzą, którą chętnie się dzielą. Poza tym wszystko jest kwestią cierpliwości i wyczucia czasu. Wielu rybaków uważa, że ​​najlepszą porą na wyprawę jest zmiana kierunku wody z odpływu na przypływ, a starsze doki są lepsze do łowienia ryb niż nowsze, ponieważ zadomowione pąkle zwabiają ryby do tego obszaru.

Bycie tak blisko cywilizacji oznaczało również, że chłopcy – tak entuzjastycznie jak na początku – mieli pobliską knajpkę, aby ożywić ich ducha. Po to są koktajle czekoladowe i frytki, prawda? Co do mnie, musiałem nawiązać rozmowę z moim sąsiadem z molo i dowiedziałem się, że przyjechał do miasta z Missouri na wesele i ma nadzieję złowić rybę z Pacyfiku.

I wtedy mnie uderzyło. Była to swego rodzaju wspólnota, zbudowana wokół miłości i radości czerpanej z łowienia ryb. Tak wielu różnych ludzi przyszło na molo, aby spotkać się z przyjaciółmi i napisać… lub dziesięciu. Czekali i chodzili tam iz powrotem, rozmawiając o swoim życiu osobistym, sporcie lub rybach, które „złowili” dzień lub tydzień wcześniej, a teraz wydawały się im tajemniczo wymykać. Niektórzy czytali książki, a inni słuchali przenośnych radioodbiorników, siedząc na krześle, ale każdy z nich wydawał się być częścią większej społeczności, której przysięgli wierność za pomocą pręta i kija. A tam… czekałem na moją rybę.

Udało mi się złowić specjalny rodzaj ryby, znanej miejscowym jako „pale pokryte pąklami”. Nie jestem do końca pewien, jak wygląda ten typ ryby, ale mogę powiedzieć, że był BARDZO mocny i wziął nie tylko moją przynętę, ale także mój haczyk i wagę. Chciwy mały gnojek. Tak czy inaczej, ta społeczność na molo mnie wciągnęła. Następnym razem jednak wrócę z krzesłem dla siebie i chłopaków… i coolerem. Inteligentne miały chłodnice. Jestem pewien, że z mlekiem czekoladowym.

Jeśli ktoś z was szuka poczucia wspólnoty, zachęcam do łowienia ryb. Świetnym miejscem dla rodziców na początek jest TakeMeFishing.org, gdzie mają listę najlepszych przyjaznych rodzinie miejsc do łowienia ryb i łodzi w 2017 roku w całym kraju. Przygotuj się na uzależnienie!


Może ci się spodobać również

Dzień Nate’a i Chelsea

Dzień Nate’a i Chelsea

Zwolennicy odważnego życia rodzinnego, Nate i Chelsea Day, wierzą, że małe chwile mają duży wpływ. Na swoim blogu Pewnego dnia się nauczędzielą pełne przygód zajęcia ze swoimi trzema młodymi chłopcami (wkrótce będą cztery!). Nate oferuje praktyczne ojcostwo i szczere podejście do wyzwań życiowych. Chelsea dodaje koloru dzięki kreatywnym instrukcjom i komentarzom na temat surowego życia we współczesnej epoce. Kulminacją bloga jest humorystyczny dziennik „on-powiedział-ona-powiedział”, który dokumentuje codzienne wyczyny rodziny.

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *