Nieoczekiwana letnia zabawa

Żyjemy na wybrzeżu jeziora Michigan, rzut beretem od dziesiątek pięknych, popularnych parków stanowych. Nic więc dziwnego, że kiedy planujemy jedną z naszych corocznych letnich wypraw na kemping, zwykle kierujemy się kilka mil w górę lub w dół brzegu.

Ale chociaż parki stanowe w stanie Michigan są niezwykle dobrze utrzymane i oferują mnóstwo okazji do zbliżenia się do naturalnego piękna naszego stanu, mogą być nieco przytłaczające dla rodziny z małymi dziećmi.

Dotarcie na plażę, plac zabaw, łazienki lub sklep wielobranżowy może czasem być sporym wyzwaniem. A łowienie ryb lub pływanie z małymi dziećmi w ogromnym jeziorze Michigan może być nie lada przedsięwzięciem! Uwielbiamy to, ale czasami po prostu chcemy czegoś bardziej wyluzowanego.

Dlatego kilka lat temu, kiedy nasze najmłodsze dziecko było małym dzieckiem, postanowiliśmy spróbować czegoś innego: zamiast jechać do parków, które zwykle odwiedzamy, szukaliśmy kempingu oddalonego o około godzinę w głąb lądu. Pomyśleliśmy, że mały, prywatny kemping ze znacznie mniejszym jeziorem zapewni nam inne, bardziej wyluzowane wrażenia. Z opisu na stronie kempingu – staw rybny! Małe zoo! Jezioro z trampoliną wodną! – brzmiało to tak, jakbyśmy mieli się świetnie bawić.

Kiedy jednak podjechaliśmy na kemping, nie byliśmy już tak pewni siebie. Przede wszystkim miejsce wyglądało na opuszczone. W sklepie nie było nikogo, więc zgodnie z instrukcją wsunęliśmy czek przez szczelinę w drzwiach.

Na pierwszy rzut oka „jezioro” wyglądało bardziej jak staw, tak słonawe, że nie było widać dna, a „staw rybny” był błotnistym strumieniem – choć wypełnionym karpiami. Plac zabaw wyglądał tak, jakby istniał od czasów, gdy moi rodzice byli dziećmi, a „zoo dla małych zwierząt” było w rzeczywistości gromadą zwierząt hodowlanych biegających po ogrodzonym podwórku właściciela.

Ale już przesunęliśmy czek przez automat, więc co mogliśmy zrobić? Decydując się jak najlepiej wykorzystać ten czas, udaliśmy się na naszą stronę (w zasadzie mieliśmy do wyboru całe pole namiotowe, ponieważ w zasięgu wzroku była tylko jedna rodzina!) i rozbiliśmy obóz.

I jak się okazuje? Świetnie się bawiliśmy.

To, co wydawało mi się mętnym stawem, okazało się źródlanym jeziorem – zimnym, ale czystym – a Jon i chłopcy świetnie się bawili, skacząc na trampolinie pośrodku.

Błotnisty strumyk pełen wolno płynących, ciekawskich ryb okazał się strzałem w dziesiątkę dla chłopców, którzy wciągali – i odrzucali – rybę za rybą. Całkiem nowe doświadczenie dla bandy chłopaków, którzy zwykle nie łapią nic oprócz wodorostów!

A w nocy w ogóle nie martwiliśmy się o to, czy dzieci będą biegać swobodnie i krzyczeć tak głośno, jak chcą: w końcu nie było komu przeszkadzać.

Z naszej nieoczekiwanej przygody na kempingu wyciągnąłem kilka wniosków:

Po pierwsze, próbowanie nowych rzeczy jest zawsze zabawne – i zwykle zaskakująco satysfakcjonujące.

Po drugie, chociaż wszyscy mamy ulubione miejsca na wakacje, prawdopodobnie na każdym podwórku są dziesiątki nieoczekiwanych i niezbadanych miejsc do zabawy, wspólnego spędzania czasu i zbliżenia się do natury.

Po trzecie, aby przeżyć wesołą rodzinną przygodę, czasem wystarczy mały staw, błotnisty strumyk, żyłka i kilka haczyków.

Czy kiedykolwiek miałeś niezwykłą przygodę na świeżym powietrzu, która okazała się nieoczekiwanie zabawna?


Może ci się spodobać również

Stephanie Vatalaro

Stefania Vatalaro

Stephanie Vatalaro jest wiceprezesem ds. komunikacji w Recreational Boating & Fishing Foundation i jej kampaniach Take Me Fishing i Vamos A Pescar, gdzie pracuje nad rekrutacją nowych osób do rekreacyjnego wędkowania i pływania łódką oraz zwiększaniem świadomości na temat ochrony środowiska wodnego. Stephanie dorastała w Florida Keys jako córka przewodnika wędkarskiego. Poza pracą można ją spotkać wędkującą i pływającą łódką z rodziną na rzece Potomac w północnej części Wirginii.

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *