Cudowny weekend spędzony na piasku, molo i morzu?

Zdjęcie kredytowe Nate i Chelsea Day

Dzień świstaka był fajnym filmem do obejrzenia jako dziecko. Pomysł, że możesz robić tego samego dnia w kółko, jest niesamowity. Och, sztuczki, które bym grał! Oczywiście jest też możliwość ciągłego doskonalenia się i zostania lekarzem czy coś takiego. Ale przede wszystkim sztuczki.

Ostatnio miałam okazję spróbować czegoś stosunkowo nowego dla mnie. Wędkowanie na morzu. Co więcej, miałem okazję powtórzyć to trzy razy… no, na trzy różne sposoby. Raz na lądzie, raz na molo, raz na czarterze rybackim „Księżna”. Było to co najmniej otwierające oczy i coś, co zdecydowanie polecam każdemu z moich znajomych.

Moje poprzednie doświadczenia na otwartym oceanie pochodzą właściwie głównie z żeglowania z ojcem. J/80 to szybka mała łódka, więc wypłynęlibyśmy kilka mil w morze tak szybko, jak tylko wiatr mógł nas ponieść. Każde trzy do ośmiu stóp wybrzuszenia nie było postrzegane jako problem, ponieważ było to częścią doświadczenia. Byłem jednak zbyt zajęty, żeby w ogóle myśleć o łowieniu ryb.

2-dzieci-surfing-wędkarstwo640x280.jpg

Kiedy wjechaliśmy do Marina Del Rey, spojrzałem na wszystkie łodzie i podziwiałem, jak Księżna wjechała do doku. Nasi partnerzy w Fundacji Rekreacji Łódkowej i Wędkarskiej z pewnością wiedzą, jak zaimponować! Załoga skinęła na nas na pokład. W pojedynkę byłaby to kwestia po prostu przejścia i przekroczenia jednej stopy szczeliny do kadłuba. Jednak z niespokojnym trzylatkiem wymagało to pewnych surowych negocjacji i zwiększenia zaufania. Nie mam pojęcia, na czym polegał jego problem, ale przy odrobinie ojcowskiej namawiania i miłości w końcu znalazł się na pokładzie.

W rzeczywistości szybko zmienił nastawienie i stwierdził, że łódź jest całkowicie fascynująca!
Być może pomogło mu też to, że dostał nieograniczoną liczbę precli z kuchni kuchennej.

Po oczyszczeniu pomostu przepłynęliśmy dalej i wypłynęliśmy, kierując się w stronę otwartego oceanu. Przy 65′ od dziobu do rufy niewiele wpłynęło na Księżną. To znaczy niewiele, z wyjątkiem falującego pod kątem prostym oceanu. To nie pasowało naszej Chelsea w piątym miesiącu ciąży, która przetrwała, przytulając poduszkę i popijając Pellegrino.

Chłopcy przykleili się do okna, obserwując każdą falę mewy i białą czapkę. Sam Minion był oczarowany pianą, która bez końca wydobywała się spod łodzi. „Ta kąpiel z bąbelkami jest nieskończona”, musiał pomyśleć. Osobiście cieszyłem się oceanicznym powietrzem i głębokim, bogatym kolorem wody.

6-kapitan.jpg

A potem byliśmy tam. „Głębokość 250 stóp” – poinformował mnie nasz kapitan, gdy zapytałem, jak daleko zaszliśmy. Wezwał swojego pierwszego oficera i wkrótce wędki były gotowe i czekały.

Moje doświadczenia z wędkami i zakładaniem w przeszłości obejmowały tylko tak zaawansowaną technologię, jak bobber i robak (lub moja ulubiona kukurydza). To była dla mnie nowość, ponieważ kapitan przekazał tyczkę z ośmiouncjową sztuczną rybą w jaskrawych kolorach z haczykim ogonem. Wyjaśnił, że celujemy w ryby skalne, które trzymają się blisko dna oceanu. Fascynowało mnie, że ten rodzaj łowienia to coś więcej niż tylko zrzucenie żyłki.

Kapitan rzucił swoją linkę, a następnie moją, aby zademonstrować technikę. To było wystarczająco proste, o ile nie pozwoliłem, aby wędka kręciła się szybciej niż żyłka. „Po prostu trzymaj kciuk na szpuli”, powiedział mi. „Odrobina napięcia powstrzyma twoją linkę przed pająkami”. Zrobiłem co w mojej mocy, żeby był dumny.

Zarzucamy jak najdalej prąd i pozwalamy, aby żyłka jak najszybciej spłynęła na dno. Zdałem sobie sprawę, że cieszę się, że uczę się czegoś nowego. Do tej pory nigdy nie myślałem, że w łowieniu jest wiele technik. „Pozwoliłeś, żeby spadł na dno, zamknij straszak i zacznij nim tańczyć”, powiedział mi kapitan. „Uch… co to jest jigowanie?” Zapytałam. Następnie pokazał mi technikę zastosowaną, aby przynęta leżała tuż nad dnem morskim, a także jak sprawić, by przynęta wydawała się jak najbardziej realna dla ryb poniżej.

8-słonowodne-wędkowanie-morze640x870.jpg

W końcu ugryzłem. „Powoli, ale stabilnie”, powiedziano mi, gdy wyciągałem rybę z głębin. I wtedy to było. Błysk białego brzucha i opalonych pleców. “OH! Jaszczurka – wyjaśnił kapitan. Zadbał o to, żeby go nie skrzywdzić i – po pokazaniu chłopakom, którzy zachowywali bardzo ostrożny dystans – wrzucił go z powrotem do wody.
Jeszcze cztery razy ta armia jaszczurek przyszła mi drażnić. Ciągnęli i walczyli z liną, a moje serce biło szybciej z podniecenia. Z pewnością niedługo wyciągnę czerwonołuskowatą rybę skalną z chłodnych wód Pacyfiku. Ryba godna pochwały zdjęcia. Ryba godna jeszcze więcej… kolacji.

Potem, jak poprzednio, moja żyłka znów stała się ciężka. Uważając na możliwości, podążałem za moim nauczaniem i powoli, ale stale zwijałem linę. Wtedy zobaczyłem czerwony. Na początku słaby i lekko różowy. Ale to było. Był czerwony. Złapałem się na czerwonego rockfisha!

9-Wędkarz-hilding-jego-catch640.jpg

Obowiązkowe zdjęcia zostały zrobione i zasugerowano, że trzymam rybę jak najbliżej aparatu, aby uwydatnić jej duży wygląd. Odmówiłem. Wszystko wokół mnie i tak wygląda na małe i nie obchodziło mnie, czy ktoś chce kwestionować wielkość mojego połowu. Byłem po prostu szczęśliwy, że złapałem coś jadalnego. Upewniłem się, że pokazałem to chłopcom przed odłożeniem. Później dołączyli do niego kolejni i wszyscy wracali ze mną do domu na jedzenie.

W końcu dzień na otwartym oceanie dobiegł końca i ruszyliśmy z powrotem do portu. Na wodzie, zaledwie 300 metrów na południe, stado delfinów upewniło się, że nie jesteśmy jedynymi stworzeniami w morzu szukającymi przekąski.

Zebraliśmy chłopców i udaliśmy się do Wenecji na miły późny lunch w C&O Trattoria. Usiadłem i rozkoszowałem się upieczonymi kulkami ciasta pokrytymi masłem, oliwą z oliwek, czosnkiem i szczyptą grubej soli. Ciemnowłosy mężczyzna z mocnym włoskim akcentem zapytał mnie, czego bym sobie życzył, i odpowiedział: „Coś z dużą ilością ryb”. Wkrótce jadłem makaron z owocami morza. Dokładnie taki smak, jakiego pragnęłam po dniu spędzonym na wodzie.

11-Ojciec-i-syn-na-molo.jpg

Odzyskaliśmy nasze Gotowe 2 kombinacje ryb Polaków i poszliśmy po molo na samym końcu ulicy. Niewielki zagajnik miejscowych zakorzenił się wzdłuż krawędzi, w czymś, co, jak przypuszczałem, było ich „zwykłymi” miejscami. Nawet zadziorny pelikan stał na swoim miejscu i zajął miejsce po północnej stronie molo jak lojalny pies na werandzie. Wydawało się, że nieustanna fala turystów odstrasza ryby, ponieważ nic tak naprawdę nie chciało wyjść i pobawić się.

Zmęczonymi dziećmi – a teraz bojącymi się zirytowanego pelikana – ruszyliśmy na noc do naszego hotelu i głęboko spaliśmy. Chłopcy zostali nagrodzeni mlekiem czekoladowym jako deserem i podziękowaniami za współpracę na łodzi.

Jasny i wczesny start następnego ranka oznaczał szybkie śniadanie i szybko zapełnione foteliki samochodowe. Chelsea skierowała swój wzrok na plażę Dockweiler State Beach i pojechaliśmy. Długie pasmo i gorące powietrze stworzyły zupełnie inne środowisko, jeśli chodzi o łowienie ryb. Było jednak o wiele mniej zatłoczone niż na większości plaż, a Jakiś Chłopak czuł się komfortowo po prostu siedząc na piasku. Z naszym zwykłym tyczką i moim brakiem doświadczenia w łowieniu z brzegu, ten miejscowy nie pojawił się na kolacji. Ale podobało nam się siedzenie i rozmowa.

Wydawałoby się, że łowienie ryb zaczyna interesować chłopców. Cieszę się, bo lubię każdą wymówkę, by spędzać z nimi czas poza domem. Co więcej, podobało mi się poznawanie technik łowienia i procesu myślowego, który się z tym wiąże. Zyskałem nawet większe uznanie dla ryb, które widzę w lodzie na lokalnych supermarketach.

W sumie cudowny weekend spędzony na piasku, molo i morzu.


Może ci się spodobać również

Dzień Nate’a i Chelsea

Dzień Nate’a i Chelsea

Zwolennicy odważnego życia rodzinnego, Nate i Chelsea Day, wierzą, że małe chwile mają duży wpływ. Na swoim blogu Pewnego dnia się nauczędzielą pełne przygód zajęcia ze swoimi trzema młodymi chłopcami (wkrótce będą cztery!). Nate oferuje praktyczne ojcostwo i szczere podejście do wyzwań życiowych. Chelsea dodaje koloru dzięki kreatywnym instrukcjom i komentarzom na temat surowego życia we współczesnej epoce. Kulminacją bloga jest humorystyczny dziennik „on-powiedział-ona-powiedział”, który dokumentuje codzienne wyczyny rodziny.

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *